piątek, 29 czerwca 2012
strobe lights and fireworks...
Skończyło się. Trzy lata mojego szkolnego życia zostały podsumowane właśnie dzisiaj, 29 czerwca. Co czuję? Ulgę. Ulgę, ale i... niesmak. Myślę, że kilka rzeczy mogłam załatwić w inny sposób. W tle piosenka "Pyramid Song" Radiohead. Niezbyt optymistyczna, ale doskonale oddaje mój dzisiejszy nastrój. "There was nothing to fear, nothing to doubt...". Cóż, od czego zacząć... Wiele osób pytało "Kamila? Urszulanki? DLACZEGO?". Pamiętam jak w szóstej klasie szkoły podstawowej zależało mi, żeby się tam dostać. Nauka nigdy mi nie sprawiała większych trudności. Nie byłam oczywiście najlepsza w klasie, jedynki zbierałam jak każdy. Głównie z matematyki :)
W każdym razie pamiętam, że nie było rzeczy na której zależaloby mi bardziej w tamtym okresie. Znalazłam niedawno swój pamiętnik, w którym na każdej stronie przewijała się nazwa mojego ex gimnazjum. Urszulanki to, Urszulanki tamto. Dlaczego chciałam się tam dostać? Nie chciałam iść do jedynki (gimnazjum). Głównym powodem był fakt, że chodzili tam "koledzy i koleżancy" z boiska. Nie będę ukrywać, że miałam dość docinek na swój temat (ale w to się zagłębiać nie będę, niech sprawy prywatne prywatnymi pozostaną). Wyobrażałam sobie, że w Urszulankach nie będzie miejsca dla tego typu osób. Rasizm w szkole katolickiej? Gdzie tam! I oczywiście nie myliłam się :)
Dostałam się. Udało się, praca w szóstej klasie się opłaciła. Zdawałam sobie sprawę, że w Urszulankach mają regulamin, który trochę się różni od tych, jakie są w pozostałych szkołach. Co prawda nie wierzyłam w pewne legendy o szkole, ba, byłam przekonana, że źle nie jest. No i nie było. Przez pierwsze miesiące. Klasa wydawała się fajna, szybko się zgraliśmy. Jednak okazało się, że nie umiem się dostosować. Pierwsza klasa przeleciała bardzo szybko, wrażenia o szkole miałam całkowicie neutralne. Na dobrą sprawę zaczęło się dopiero w drugiej klasie. Za wszelką cenę chciałam podkreślić swoją indywidualność. Nie chciałam być "jedną z wielu". Irytowała mnie "idealność" szkoły. Wychodziłam na zewnątrz i ... inny świat. Inni ludzie. To, że miałam tę kostkę, glany, przypinki i inne tego typu rzeczy sprawiały, że w szybkim tempie poznawałam ludzi do mnie podobnych. To jest oznaką buntu młodzieńczego? SERIO? Kolejną kwestią jest fakt, że idąc do Urszulanek byłam praktykującą katoliczką, uczęszczałam na Dzieci Maryi i udzielałam się w kościele jak tylko mogłam, a teraz, wychodząc, jestem agnostyczką. Bardzo oddaliłam się od kościoła, od wszystkiego co z nim związane. Szkoły zmienić nie mogłam, pomyślałam, że dam radę do końca i koniec. Nie poddaję się tak łatwo. No i nie dałabym tej satysfakcji.
Nadmierna dociekliwość, mieszanie się w życie prywatne ucznia, upublicznianie informacji, które miały zostać poufne, nie jest w porządku. Wszystko w nadmiarze jest niebezpieczne. Są granice, których się nie przekracza.
Czy Urszulanki wychowują? Pamiętam sytuację z lekcji godziny wychowawczej. Nasza wychowawczyni chciała przedyskutować z nami kwestię mszy świętych pierwszopiątkowych. Dyskutowaliśmy, dyskutowaliśmy, aż doszliśmy do tego, że ta msza powinna być po lekcjach. Jedno zdanie mnie zirytowało: "ten kto nie będzie obecny na mszy ma przynieść usprawiedliwienie od rodziców lub jeśli uczęszcza na msze pierwszopiątkowe w innej parafii, ma przynieść usprawiedliwienie od księdza proboszcza". Nie no, serio? Msza po lekcjach obowiązkowa? W ogóle MSZA obowiązkowa? Szkoła katolicka, OK, niech wychowuje w wierze katolickiej, według przykazań i tak dalej, ale wiara jest indywidualną sprawą każdego człowieka i to czy ja czuję potrzebę uczestnictwa we mszy czy też nie, zostawiam sobie. Mam się usprawiedliwiać? Przed kim? Dlaczego? Co za sens miałoby zostawać po lekcjach tylko po to by "odtrąbić" i nie robić sobie nieusprawiedliwionych godzin? Co za sens byłoby tam siedzieć przymuszonym? We mszy chyba o to chodzi, by uczestniczyć duchowo, a nie grzejąc siedzenie i myśląc o tym co jest na obiad. Dla mnie sprawa jest prosta: czuję potrzebę kontaktu z Bogiem, zostaję na mszy, z własnej nieprzymuszonej woli. Nie czuję potrzeby, nie zostaję. Moja mama potrafiła to uszanować. Co prawda, ona jest osobą bardzo wierzącą. Podsuwa mi bardzo dużo książek o tematyce religijnej, cudach, uzdrowieniach. Ona się stara mnie "naprostować", ale w sposób nienachalny, który ja akceptuję i który szczerze doceniam. Dla mnie to jest wychowywanie. Uczę się na własnych błędach. Jeżeli przesadzam, mama zawsze mi powie. Wtedy robię krok w tył i zaczynam od początku. Mama została wezwana do szkoły. Wychowawczyni powiedziała, że rodzice uczniów na wywiadówce uważają, że "co to ma być, żeby 16letnie dziecko decydowało o tym, czy iść do kościoła czy nie. IŚĆ I KONIEC." No tak... rzeczywiście...
Nie podobało mi się również zachowanie pewnego nauczyciela względem mojego kolegi Damiana. Nieustannie docinał mu na lekcji, a klasa wtórowała śmiechem. Zabawnie, bardzo zabawnie. Zwłaszcza dla Damiana... Gdy sprawa poszła do wychowawcy to oczywiście: "ale Damian, pan XXX nie miał tego na myśli". Aha. No OK...
Bardzo irytował mnie fakt, że gdy popełniłeś błąd, zrobiłeś coś nie tak, nie zostałeś o tym poinformowany na bieżąco. Po czterech miesiącach dowiadujesz się, że masz uwagę, nawet nie pamiętasz już danej sytuacji.
We wrześniu zostałam wysłana do szkolej pani psycholog, ponieważ "słuchałam muzyki na przerwach, co sugeruje, że jestem osobą aspołeczną". A dziękuję bardzo za troskę. Zapewniam, że jeśli mam z kim i o czym rozmawiać, to większych problemów z rozmową nie mam. Przykro mi, że wolę odpalić sobie piosenkę Myslovitz, zamiast po raz setny przerabiać test, który pisaliśmy dwie lekcje temu. Ale odesłania do pani psycholog nie mam szkole za złe. Pani psycholog okazała się bardzo życiową osobą "do pogadania" :)
Chciałabym jeszcze wspomnieć o pewnej godzinie wychowawczej, jeszcze z tego miesiąca. Dostaliśmy kartki, w których mieliśmy wypisać na jakie zachowanie wg siebie zasługujemy, wypisać zasługi, bla bla bla, no i wypisać osoby, które wg. nas zasługują na ocenę poniżej dobrą z zachowania. To, że byłam na większości kartek nie było dla mnie specjalnym zaskoczeniem, zwłaszcza, że od pewnego czasu okazywałam otwartą niechęć do mojej klasy (z wzajemnością :) ) Jednakże nie tylko moje nazwisko znajdowało się na tych kartkach. Wyobrażacie sobie nadawać na swoją kumpelę z ławki, wypisując takie rzeczy jak "wagarowanie" lub "ściąganie na lekcji historii"? JA NIE. Pewna osoba napisała o mnie, że zasługuję na ocenę poprawną z zachowania, bo "unikam zajęć lekcyjnych". Wszystko w porządku, ale ta osoba chodzi na "bulę" przynajmniej raz w tygodniu i skończyła z zachowaniem bardzo dobrym. Strasznie mnie to zirytowało, już wzięłam swoją kartkę by dopisać odpowiednie epitety na jej temat. Ale w pewnym momencie dotarło do mnie... "Ej? Co Ty? Walczysz by pozostać sobą do końca i nagle odwalisz taki numer? Sprzeczny z Twoimi zasadami? Poddałaś się. Jesteś jak reszta..." No way! Poskreślałam, nigdy nie czułam się tak dobrze jak wtedy :))))
Cieszę się, że to już koniec. Może w nowej szkole będzie lepiej, może gorzej, ale na pewno inaczej. Czas pokaże. Cokolwiek miałoby się stać, mam przy sobie osoby, które były i będą, które mnie wspierały i które pozwoliły mi wytrwać :) Tomasz, Agnieszka, Norbert, Piotruś, Śliwa, Maciek, Banan - DZIĘKUJĘ :)
... jest jeszcze kilka osób, którym chciałabym podziękować.
- mojej ex nauczycielce matematyki... Moje zachowanie było takie jakie było, wstyd mi za siebie, przepraszam. Dziękuję za cierpliwość, za możliwość poprawy mimo ściągnięcia, za wyrozumiałość. Dla mnie jest Pani nauczycielem z powołania i mimo, że tej matematyki za dużo z lekcji nie wyniosłam, to są rzeczy ważniejsze, których mnie Pani nauczyła.
- fizyka sama w sobie jest mi przedmiotem bardzo neutralnym, ale lekcje z Panią to była prawdziwa przyjemność. Ma Pani genialne poczucie humoru :)
- Pani z zaj. art. - miałam lekceważący stosunek do Pani przedmiotu, za co przepraszam. Dziękuję za cierpliwość.
- Pani psycholog - za to, że mogłam do Pani przychodzić, kiedy codzienność mnie przerastała. Ponarzekać, ponabijać się, poopowiadać. Dziękuję za wsparcie i zrozumienie. Naprawdę to doceniam i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na kawie :)
* Asia Domin kazała mi dopisać podziękowanie dla niej za jej, tu padnie cytat, "seksualność". Aśka, dziękuję :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)